RSS RSS

Reklama

Czy wiesz dlaczego klapy oddymiania są tak ważne? Sprawdź.

06.05.2009

Tłumacz online od Google.

Często podczas surfowania po internecie spotykamy się z pojęciami w języku obcym. Mimo, iż coraz więcej Polaków, zwłaszcza młodych, coraz swobodniej posługuje się innymi językami niż polski, to wielu wciąż ma problem ze zrozumieniem tekstów napisanych na przykład po angielsku. Niegdyś jedynym źródłem wiedzy z zakresu językoznawstwa były słowniki i podręczniki z gramatyki. Dziś internet daje nam możliwość sprawdzenia znaczenia słowa w niemal każdym języku i to w ułamku sekundy. W sieci jest mnóstwo portali oferujących tłumaczenie słów na wiele różnych języków. Google poszło jednak krok dalej i udostępniło internautom darmowy tłumacz online, który przetłumaczy nie tylko pojedyncze słowa ale również całe zdania a nawet całe strony www.

Zespół badawczy Google opracował własny system tłumaczenia zwany statystycznym. Większość używanych współcześnie, automatycznych tłumaczy działa w oparciu o ręcznie zaprogramowane reguły gramatyczne i zdefiniowane słowniki. W systemie Google zastosowano inne podejście - wprowadzono do zasobów komputera miliardy słów, zarówno tekstu w języku docelowym, jak i tekstu dopasowanego, w którego skład weszły tłumaczenia wykonane przez człowieka. Następnie zastosowano techniki uczenia statystycznego w celu opracowania modelu tłumaczeniowego. Dzięki takiemu podejściu teksty są tłumaczone niemal natychmiastowo.

Jednak dla większości użytkowników czas tłumaczenia nie jest tak ważny jak jego jakość. A w tej kwestii Google nie ma się czym specjalnie pochwalić. Tłumaczone teksty często nie mają sensu. O ile do przeglądania internetu i tłumaczenia prostych zdań tłumaczenie nie musi być bardzo dokładne i może zawierać błędy, to do odrobienia zadania domowego z angielskiego czy wykonania tłumaczenia dla klienta wymagana jest dokładność tłumaczenia i brak błędów a z tym na razie Google sobie nie radzi... Dzieje się tak dlatego, że znaczenie słów zależy od kontekstu, w jakim są używane. Człowiekowi posługującemu się językiem na co dzień łatwo jest ten kontekst wyłapać, maszyna natomiast jeszcze sobie z tym nie radzi. Możemy się jedynie spodziewać, że z czasem tłumaczenia te będą coraz lepsze. Prawdopodobnie jeszcze długo maszyna nie będzie w stanie zastąpić profesjonalnego tłumacza.

Tłumacz Google z miesiąca na miesiąc wzbogaca się o nowe języki. Obecnie Google oferuje tłumaczenia pomiędzy następującymi językami: albański, arabski, bułgarski, kataloński, chiński (uproszczony), chiński (tradycyjny), chorwacki, czeski, duński, holenderski, estoński, filipiński, fiński, francuski, galicyjski, niemiecki, grecki, hebrajski, hindi, węgierski, islandzki, indonezyjski, włoski, japoński, koreański, łotewski, litewski, macedoński, malajski, maltański, norweski, polski, portugalski, rumuński, rosyjski, serbski, słowacki, słoweński, hiszpański, szwedzki, tajski, turecki, ukraiński, wietnamski. Możemy dowolnie wybierać pary języków, w których dokonujemy tłumaczenia. Możemy również użyć opcji „Wykryj język” jeśli nie wiemy w jakim języku jest napisany wprowadzony tekst. Google cały czas pracuje nad dodaniem nowych języków do bazy.

Ciekawym zastosowaniem Tłumacza Google jest tłumaczenie całych stron www. Po wprowadzeniu adresu URL strony do tłumacza i kliknięciu przycisku „Tłumacz” Google przetłumaczy całą treść strony na wybrany wcześniej język. Przetłumaczona strona może zawierać błędy aczkolwiek poziom tłumaczenia jest na tyle dobry, że w większości przypadków treść strony będzie zrozumiała. Internauci coraz częściej używają tego narzędzia aby podzielić się ciekawą stroną z ludźmi z innych krajów. Jeśli nie życzymy sobie aby nasza strona była tłumaczona na inne języki, wystarczy dodać krótki kod do źródła strony. Google umożliwił nam również tłumaczenie wyników wyszukiwania.

Tłumacz Google jest ciekawą alternatywą dla innych tłumaczy online i przydatnym narzędziem służącym do tłumaczenia stron www jednak dużo jeszcze czasu minie, zanim tłumaczenia osiągną poziom satysfakcjonujący większość użytkowników.

Autor: Łukasz Miernikiewicz